Wolna Grupa Bukowina
www.wgb.w.pl
Dla wszystkich drzwi otwarte
http://pulsar.net.pl/bukowina
Nowości
Dom Bukowy
Mieszkańcy
Dłutem wyryte
Gędźby
Stara szuflada
Pieśni
Na szlaku
Kronika
Śpiewogranie
Pokój Wojtka
Bukowe liście
Przy ognisku
Młoda Bukowina
Gitarowy kącik
Strych
Kontakty
Szlaki

pokój Wojtka Belona
  Jasnej
 


Najpiękniejsza jesteś kiedy twoje oczy rozgwieżdżają nocy we mnie
Najpiękniejsza jesteś kiedy twoje włosy rozjaśniają myśli me ciemne
Najpiękniejsza jesteś kiedy oddychaniem rozświetlasz powietrze
Moje myśli wiatr rozwiewa a ty jesteś w wietrze powietrzem i światłem w powietrzu
Najpiękniejsza jesteś kiedy twoje piersi ogrzewają moje ręce
Najpiękniejsza jesteś kiedy ciała nasze wspólnym potem pachną
błękitnaś zawsze, błękitna, błękitna, powietrzna i jasna


    
  Wojtek Belon
(wiersz wyszperał, przpisał i przysłał Janek)



Wojtek Belon ©???

          Z początkiem maja przyroda wstaje z łóżka. On zmarł z początkiem maja. I jest to aż nieprawdziwe. Maj był przecież Jego miesiącem. Był Jego wychodzeniem z zimy jak w wierszu Adasia, który Wojtek śpiewał. Otrzepywał się wtenczas niczym niedźwiedź, wyłaził z zadymionych studenckich klubów i piwniczek, i szukał po krakowskich błoniach i na plantach śladów swoich gór i w końcu jak po nitce ruszał w te góry albo gdzieś i przywoził stamtąd nowe przyjaźnie, nowe opowieści, nowe wiersze i piosenki. I wszędzie było Go pełno i był w paru miejscach na raz, jakby polska karlała pod nogami i Kraków dla Szczecina był ledwie drugą stroną ulicy. Ciągnęło Go do ludzi. Nie bał się ich. Był ich ciekaw, jak dziecko. I miał wielką, ogromną łatwość obcowania ze wszystkimi. Budził zaufanie. Nie potrafił przywdziewać masek. Prawdopodobnie to ta Jego uczciwość i niezłomna wiara w zasady, które kultywował, przyciągała ich do Niego, tak jak w tym rozedrganym świecie przyciąga wszystko, co nosi znamiona trwałości. Życie do najtrwalszych nie należy. To życie bardzo Go absorbowało. Chciał je przeżyć po wielokroć, jakby przewidywał, że będzie go miał niewiele. Musiał być tam gdzie się coś dzieje. Musiał w tym uczestniczyć. Musiał być światkiem i poruszycielem. Szukał. A dom? Dom był Jego tęsknotą. Miał być schroniskiem w górach, gdzie przyjaciele zawsze mogą rozprostować nogi i opowiedzieć o swoich wojażach. Szukam, szukania mi trzeba, domu gitarą i piórem. Tak śpiewał. Nikt bardziej niż On nie był daleki od blichtru tego świata, od jego zewnętrzności, od wszystkich lepów, błysków, mgnień i całej tej powierzchowności, która kusi, ale oddala od sedna spraw, od ich kośćca od tego, co bez żadnych aneksów i odniesień zawiera się w dekalogu. Nikt. Liryka Wojtka jest prosta i piękna, jakby wymknęła się górskim krajobrazom przenosząc w środek zagonionych nieprzytomnie miast, świerki, buki, cerkwie i potoki, to do czego On wracał jak do Mekki. Jego ludzie prawdziwi, albo stworzeni na podobieństwo Autora, wcale nie musieli wiedzieć, że samoloty nie wysiadują jajek, a przecież ich sprawy były wielkie, znaczące, pachniały chlebem i sianem. I nie znam takich co nie ulegliby tej liryki wzruszającemu urokowi, a jeśli są to niech mi nie wchodzą w drogę.

Jan Wołek

          3 maja 1985 roku zmarł w Krakowie Wojtek Belon lider legendarnej Wolnej Grupy Bukowina, której ballady stały się znane zanim doczekały się prezentacji w mediach i na fonogramach. Do dziś są kultowymi pieśniami szlaku, śpiewanymi nie tylko przy ognisku, ale wszędzie tam gdzie pierwszą potrzebą staje się potrzeba bycia razem... W wywiadzie udzielonym Piotrowi Bakalowi na dwa tygodnie przed śmiercią Wojtek Belon powiedział: Ja nie lubię naklejek. W momencie, gdy się znalazłem w kręgu piosenki turystycznej było mi wszystko jedno co tam się śpiewa. Czy się śpiewa o górach, Dylana czy Beatlesów. Chodzi o to żeby razem śpiewać, żeby być ze sobą przy tym śpiewaniu. To śpiewanie jest funkcją wspólnego bytowania.

Paweł Szeromski

          Fenomen Wojtka Belona Wiecznego Wędrowca Bożego polegał jeszcze na tym, że w każdym niemal mieście, a nawet miasteczku, miał kogoś z bliskich przyjaciół albo znajomych. Gdzie się tylko pojawił, zaraz jakby spod ziemi wyrastali wielbiciele jego mądrych pieśni. Zjednywał sobie swym śpiewaniem docentów, profesorów, stróżów nocnych, goprowców sam był jednym z nich przez dłuższy czas ludzi gór i nizin. Dla niego liczył się przede wszystkim człowiek wrażliwy, dlatego nikomu nie zaglądał w papiery. (...) 3 maja 1985 roku Wojtek Belon już nie żył. Zmarł w Krakowie mając zaledwie 33 lata. (...) Ale prawdziwy artysta nigdy nie odchodzi cały. Wojtkowi jak mało któremu twórcy udało się to, że jego pieśni, mimo iż rzadko prezentowano je w radiu czy telewizji, znane są szeroko i śpiewa je wielu ludzi. Ci najmłodsi wykonawcy Wojtkowych opowieści często już nawet nie bardzo wiedzą kto je napisał, zresztą nie tylko ci najmłodsi, bo wiele z tych pieśni zadomowiło się na zawsze, a śpiewający je nie zastanawiają się kto je tworzył. Ot, były zawsze. Jak zawsze był wiatr, deszcz, czy góry.

Adam Ziemianin


(powyższe teksty dzięki uprzejmości "CYTRYNY")



Zdjęcie Wojtka Belona, 1983

          Jedyna znana mi wypowiedź Wojtka Belona cytowana jest na okładce kasety BUKOWINA I: Gdy się znalazłem w kręgu piosenki turystycznej, było mi wszystko jedno co się tam śpiewa, czy o górach, czy Dylana, czy Beatlesów - chodzi o to, żeby razem śpiewać, żeby byc ze sobą przy tym śpiewaniu bo ono jest funkcją wspólnego bytowania.

          Nie jest mi wiadome, kiedy ta wypowiedź wypowiedziana została, zauważyłem jednak, że w twórczości urodzonego w 1952 roku poety i wykonawcy można wyróżnić trzy nurty. Pierwszy z nich charakteryzuje się poczuciem wspólnoty z innymi ludźmi podobnymi autorowi. Z tymi, którzy potrafią porzucić szarą codzienność, zauważyć piękno przyrody, w mech odziany kamień, zadumę w wiatru graniu, porzucić kroków rytm na bruku, odkryć Krainę łagodności. Do nich skierowana jest między innymi "Sielanka o domu". Lider Wolnej Grupy Bukowina usiłuje wyłowić ich z tłumu piosenkami z wspaniałym klimatem górskiej (ale nie tylko) przyrody (Pejzaże harasymowiczowskie, Nuta z Ponidzia) oraz bezpośrednim apelem (Bukowina II, Bez słów). Swoistym hymnem poety jest Pieśń łagodnych (nazwa Kraina łagodności zaczerpnięta została z wiersza Jerzego Harasymowicza). Wojtek Belon czuje się osamotniony pośród tych kryjących się w swych norach krecich szaraczków. Powiesił się Czesiek Piekarz, Majster Bieda zaginął, nikt nic nie wie o powodach. Nieznane są też do końca okoliczności śmierci pieśniarza. Wszak umarł w wieku zaledwie trzydziestu trzech lat. Może Balladę... odebrać trzeba jako swoisty sygnał? Chociaż pewna pani przewodnik (pozdrowienia! :-), którą poznałem na wycieczce w Pieninach, a która widziała Wojtka Belona i mogła mniej więcej jego usposobienie ocenić, niezbyt wierzy w krążące historie na temat jego śmierci samobójczej. Prędzej mógł być to jakiś wypadek, może choroba.

          Na drugi nurt w twórczości poety składają się smutne, albo gorzkie i sarkastyczne utwory, w których ubolewa on z powodu przemijania. PS. jesiennej miłości, czy Bar na stawach są znakomitymi przykładami. Również Piosenka o zajączku, zawierając poularną metaforę rzeki czasu obrazuje w bardzo nostalgiczny sposób tęsknotę za przeszłością i mijającym teraz.

          Ostatnia grupa utworów to piosenki o miłości. Adresatem wszystkich zapewne piosenek i wierszy miłosnych jest Joanna, żona poety. Belon chce się odseparować od świata zupełnie (kłóci się z tym jego wcześniejsza zapewne wypowiedź, którą cytowałem na początku tekstu). Szukał azylu od całego świata. Całkowicie zatopił się w miłości (Kołysanki dla Joanny, Między nami). W ostatnich utworach (Jakże blisko z 1984 roku) wybucha jego tęsknota za spokojnością i domem, a jednocześnie nienawiść do stagnacji i rutyny. Zupełne jak Edward Stachura, który przecież śpiewał:


	Jak długo pisana mi jeszcze włóczęga, 
	Ech, gwiazdo, ogniku ty błędny mych dni, 
	Spraw by skończyła się wreszcie ta męka 
	I zapędź, do czułych
	zakulaj mnie drzwi...
	

POlek

Ponidziem do Wojtka
(propozycja weekendowej wycieczki rowerowej)

autor obok lokomotywy wąskotorowego ekspresu 'PONIDZIE'

Dwukołowce stają się coraz bardziej popularne. Wszystkim, którzy pokochali dwukołową maszynę polecam łatwiutką i bardzo przyjemną, jednodniową (według upodobań można rozszerzyć ją np. na cały weekend) wycieczkę rowerową poprzez malownicze Ponidzie (dolina Nidy) zakończoną w Busku Zdroju - rodzinnym mieście Belona. Długość opisanej trasy wynosi ponad 80 km, więc przed wyruszeniem należy się upewnić, czy jesteśmy w stanie pokonać taki dystans, bądź rozbić wycieczkę na krótsze etapy. Większość trasy prowadzi niestety drogami asfaltowymi z wyjątkiem krótkiego odcinka szutrówką. Trasa biegnie przez urozmaicony wzgórzami krajobraz, więc napotkamy kilkadziesiąt niewielkich zjazdów i podjazdów. Opisana niżej wycieczka jako preferencyjny środek dojazdu wybiera kolej, którą łatwo i tanio można przewieźć maszynę, ponadto nie musimy wracać w punkt wyjazdowy, jak w przypadku dojazdu samochodem. Eskapadę rozpoczynamy w Jędrzejowie (łatwy dojazd PKP /bezpośrednie pociągi z Kielc, Krakowa, Katowic.../), skąd kierujemy się do Wolicy a następnie Imielna i Sobowic. Tu na chwilę droga przekształca się w szutrówkę doprowadzając do stalowego mostu. Przekraczamy Nidę, a w chwilę później tory ponidzkiej kolejki. Przy odrobinie szczęścia uda nam się zobaczyć zabytkową ciuchcie ciągnącą kilka wagoników. Kierujemy się w prawo do Pińczowa, asfaltem wzdłuż torów. W Pińczowie przejeżdzamy obok ostaniej stacji wąskotorówki, następnie skręcamy w prawo kolejny raz pokonując tory i Nidę. W Skrzypiowie odbijamy w prawo i kilka kilometrów jedziemy po równym terenie cały czas wzdłuż nieużywanych torów kolejki, aż do Młodziaw. Stamtąd kierujemy się na Chroberz, a następnie Wiślicę. Kilkakrotnie ponownie przecinamy tory kolejki, czasem nasyp biegnie równolegle do asfaltowej drogi, którą jedziemy.


krajobraz Ponidzia

Malownicze krajobrazy, które mijamy koronuje piękny i długi zjazd z Jurkowa do Wiślicy, fundujący oprócz darmowej jazdy 'z górki na pazurki' widok na 'miłkiem wyzłocone' ponidzie (w maju) z 'klinem wiślickiej kolegiaty' w niebie. W Wiślicy oprócz kolegiaty zwiedzić można rynek i kilka innych ciekawych zabytków, np. rezerwat archeologiczny, a w nim ślady po jednej z pierwszych w Polsce świątyń chrześcijańskich z X wieku. Z Wiślicy kierujemy się do Buska Zdroju. W Busku można zagościć dłużej - niewielkie miasteczko uzdrowiskowe posiada wspaniały park i szereg spacerowych uliczek pełnych kuracjuszy. Wewnątrz Domu Kultury tabica poświęcona Belonowi.


grób Belona

Warto wypatrzyć Buszczanina i zapytać o cmentarz (jest tylko jeden w Busku). Spoczywa na nim Wojtek, którego grób można dosyć prosto znaleźć najlepiej pytając kogoś krzątającego się przy dowolnym grobie - miejsce spoczynku Belona jest powszechnie znane wśród 'tubylców'. Wycieczkę kończymy na "odstawionej na błysk" stacji PKP, oddalonej od centrum miasta o 4 km (!!!). Podczas wycieczki posługiwałem się mapą topograficzną Polski 1:200000 arkusz TARNÓW. Trasa biegnie w większości bocznymi drogami o niewielkim natężeniu ruchu kołowego, przez szereg miejscowości w których z łatwością można nabyć prowiant i napoje, nawet w niedzielę. Gorzej z zapleczem serwisowym - jeśli nie jesteś pewny swojej maszyny, lepiej podstawowy zestaw naprawczy mieć ze sobą.


A tak się wraca. (jpg; 85KB)




Jedno czy dwa "l"

"Niedziela, 10 czerwca. Majka pisze referat o piosence turystycznej. Wygrzebałem więc rozmaite śpiewniki rajdowe i zacząłem je wertować. Czego tu nie ma! Okazuje się, że na wędrownych szlakach, przy ogniskach nuci się wszystko. Są utwory kabaretowe i ludowe, folklor miejski obok wierszy wybitnych poetów, przekłady przebojów światowych i hity biesiadne. Ale w tym wszystkim wiele, wiele ballad Wojtka Belona. Umarł 16 lat temu - zbyt wcześnie. Odszedł, bo jego organizm nie wytrzymał narzuconego przez właściciela tempa.nie zdążył napisać i zaśpiewać o tylu sprawach. Brakuje zatem wyśmienitego kompana, brakuje normalnego pozbawionego fałszu i obłudy człowieka, brakuje niebagatelnego erudyty, zdeklarowanego przeciwnika chamstwa, głupoty, sztuczności. Czytam nieliczne wspomnienia o Wojtku i diabli mnie biorą, że wszędzie pojawia się Bellon, gdy w rzeczywistości nazwisko barda zawiera tylko jedno "l". Pamiętam rozmowę, którą kiedyś przeprowadziłem z ojcem lidera "Wolnej Grupy Bukowiny" w Busku, rodzinnym mieście Wojtka. Nie lubił popełnianego często błędu i tępił go. Uważał podwójne "l" za pretensjonalne, ale przede wszystkim niezgodne z prawdą. Bronię więc i ja Belona wierząc, że przyklasnąłby z wysokości mojej tyradzie."

Andrzej Sikorowski
Dziennik Polski nr 138 z dn. 15.06.2001

Dlaczego na płytach, kasetach, śpiewnikach wszędzie nazwisko artysty pisane jest błędnie? Któż to może wiedzieć. Ktoś przekręcił i tak już zostało. Legenda głosi iż zawinił jakiś konferansjer, któremu pewnego razu przejęzyczyło się. Wojtkowi podwójne "l" spodobało się na tyle, iż nawet zaczął przekornie podpisywać się właśnie w ten sposób. Wynikiem całego zamieszania jest to, iż teraz większość miłośników jego piosenek nie zna prawdziwego nazwiska Wojtka. Jednak Wojtek wolał posługiwać się tym dwu-l-nym pseudonimem, więc chyba nie jestem pewien, czy "przyklasnąłby z wysokości tyradzie" Andrzeja Sikorowskiego. Tymczasem na grobie Wojtka jego nazwisko napisane jest poprawnie. (patrz zdjęcie powyżej).


  • O śmierci Wojtka krążą dziesiątki historyjek. Prawda jest tylko jedna, lecz nie będzie nigdy Ci udostępniona. Ci, którzy ją znają, strzegą jej bardzo starannie. Zastanów się, po co właściwie chcesz wiedzieć jak umarł ? Lepiej odwiedź jego grób i zawieź łupinkę z bukowego orzeszka.
  • Grób Wojtka znajduje się w jego rodzinnym mieście - w Busku Zdroju (woj. Świętokrzyskie; 50km na [S] od Kielc)
  • Buski dom kultury nazwano imieniem "Piewcy Ponidzia" i wmurowano pamiątkową tablicę.

zobacz też:  O Wojtku
Ostatni udzielony przez Wojtka wywiad

© Łza 2003;
przejdź do: BrzmieniE CiszY
Projektowanie witryn www: kliknij
wszytskie prawa zastrzeżone