Wolna Grupa Bukowina
www.wgb.w.pl

Bukowy Dom

Dla wszystkich drzwi otwarte
http://pulsar.net.pl/bukowina

 

Nowości
Dom Bukowy
Mieszkańcy
Dłutem wyryte
Gędźby
Stara szuflada
Pieśni
Na szlaku
Kronika
Śpiewogranie
Pokój Wojtka
Bukowe liście
Przy ognisku
Młoda Bukowina
Gitarowy kącik
Strych
Kontakty
Szlaki


Opowieść o XIII Bukograniu wędrownym
(czerwiec 2006)

         Zaczęło się zimą, kiedy to zapatrzyłam się przez okno pociągu, wyobrażając sobie robienie świeżych śladów pomiędzy zapomnianymi torami z dala od ludzkich siedzib. Pomysł urealniła Ina – torów może nie być widać, za to na pewno nie zrobimy za długiej trasy ze względu na grubość pokrywy śnieżnej (zima 2005/6!); do tego noclegi...

 

         Organizacja Bukograń jest nie tylko fantastyczną, choć wymagającą cierpliwości do siebie i innych przygodą, ale i ważnym doświadczeniem. Tym razem nauczyłam się patrzeć na wyjazd pod kątem zróżnicowanego doświadczenia wędrowniczego i upodobania jadących na Bukogranie, czyli od tej pory poziom rzetelności informacji z mojej strony będzie dużo lepszy. Nie dla każdego spać pod namiotem wędrując z miejsca na miejsce oznacza poważne ograniczenie warunków sanitarnych, dźwiganie 10-20 kg na plecach przez parę godzin, a po odsapnięciu i posileniu się wspólnie przygotowaną pulpą kilka sympatycznych, niezapomnianych godzin przy ogniu z gitarą pod okapem gwiazd. Swoją drogą nigdy nie było tyle śmiechu przy jedzeniu pulpy, a wszystko z powodu określenia „pulpa na ciemno” :-).

 

         W drugi dzień wędrowania bukograniowego na tory ruszyło już nie 8 osób, a 3, zaś na jego początku zgubiłam komórkę, by po chwilowej rozpaczy postanowić zostać wolnym choć od jednej cywilizacyjnej smyczy. W ogóle sprzęt ten nigdy Wichroduch dość nie poważał – z drugiego telefonu sporządził sobie legowisko w Beskidzie Niskim, trzeci wypadł z laboratoryjnego fartucha prosto do kibla, a kolejny zginął na nieczynnych torach kolejowych :-).

 



tekst: ©Wichroduch


 

Myślę, że dla miłośników nastroju pachnącego gęstym zielem opuszczenia oraz barwnego urokiem przystrojonej jesiennymi liśćmi kałuży przemijania, podróżowanie nieczynnymi torami kolejowymi jest wspaniałym pomysłem na wolny czas. Jeśli do tego urozmaiceniem i smakiem przygody jest spacerowanie po kilkunastu metrowych mostach z XIX wieku nad czasem kilkudziesięciu metrowymi przepaściami, fotografowanie zamieszkałych (!) starych stacyjek i spotkania z mieszkającymi tam ludźmi czy jedzenie rozsłonecznionych poziomek niekiedy wielkości małych truskawek prosto z torów ;-), to polecam, gorąco polecam trasę Świdnica – Jedlina Zdrój. Ludzie gościnni – poczęstowano nas przyjaznym spojrzeniem i chwilą rozmowy, kawą na zimno i wodą, zaś do kupienia było kozie mleko, ser i rogaliki; zaczerpnęliśmy nawet informacji odnośnie stanu czekających nas mostów od samego kolejarza, który jeździł kiedyś tamtą trasą... Wszystkie mosty przy bezdeszczowej pogodzie (mieliśmy szczęście, że nie trzeba było łazić dołem) nadają się do przejścia, choć damom polecam towarzystwo rycerzy. Jeśli ktoś wybierałby się tamtędy, to mosty należy przechodzić z plecakiem, który w razie czego posłuży jako tama dla spadającego stworka ;-).




© Łza 2008;
przejdź do: Łza

Projektowanie witryn www: kliknij
wszytskie prawa zastrzeżone